13 MITÓW O NARKOTYKACH

Aktualizacja: 21 kwi 2019



1. Podział narkotyków na miękkie i twarde. Prawda, czy fałsz? Absolutny fałsz. W tym miejscu część mówi, że wszystkie są twarde, bo wszystkie są szkodliwe. Podział na miękkie i twarde jest nieadekwatny do rzeczywistości, bo nie wiadomo, gdzie jest linia oddzielająca jedne od drugich, a poza tym, które to są miękkie, a które twarde? Przy dokładniejszej analizie, zakładając istnienie tego podziału, sami zwolennicy się gubią, bo przeważnie jako miękki traktowany jest alkohol, nikotyna, co przy fakcie uśmiercania największej ilości ludzi na ziemi w przypadku papierosów jest absolutną niedorzecznością nazywanie nikotyny miękką. Jaką więc zaproponować formę rozróżniania narkotyków? Bardzo prostą. Nie można jakiejkolwiek substancji jednoznacznie określić jako silną, czy słabą. To bardzo nie dobre uproszczenie. Minimalna wiedza na temat problemu używania narkotyków wystarcza, aby zrozumieć, że nie ma tu jednoznacznych opinii. Dzieci w szkole podstawowej już czują, że z tymi narkotykami to nie wszystko jest takie jasne i oczywiste. Na zajęciach profilaktycznych w szkole podstawowej, uczennica klasy 5-ej w trakcie zabawy w skojarzenia, bez jakiejkolwiek dokładniejszej analizy samych substancji pyta się nagle, "proszę pana, czy narkotyki są dobre, czy złe?", "A czemu się pytasz o to ?" , "...bo uczę się angielskiego i nie rozumiem, dlaczego w tym języku słowo: "drug's"- tłumaczone jako leki, oznacza to samo co "drug's" - tłumaczone jako narkotyki. Możemy na takie pytania nie odpowiadać młodym ludziom, ale wtedy możemy być pewni, że będą sami szukać odpowiedzi. Odpowiedź jest bardzo prosta. Wszystkie środki zwane narkotykami, były lub są nadal używane w medycynie jako leki. Jednak używanie leków w celach nie medycznych jest niczym innym jak braniem narkotyków. Lekoman niczym się nie różni od alkoholika, czy narkomana, bo wszystkie te przypadłości to po prostu uzależnienie, które śmiało można nazywać dla uproszczenia komunikacji, narkomanią.

Każdą substancję należy omawiać w dwóch aspektach: - aspekt medyczny, farmakologiczny - aspekt społeczny a) aspekt medyczny - jak dana substancja działa?, jak długo trwa stan zmienionej świadomości?, jakie parametry funkcji życiowych zmienia i na jak długo?, jakie są efekty uboczne po zażyciu?, czy uzależnia fizycznie, psychicznie, środowiskowo, czy wszystko naraz?

b) aspekt społeczny - jak używanie danego środka może wpłynąć na funkcjonowanie konsumenta w różnych konfiguracjach społecznych takich jak: rodzina, praca, szkoła, uczelnia, przyjaciele, zainteresowania, potrzeby kulturalne, aktywność społeczna, związki emocjonalne(partnerskie)?

Gdy porównamy w tych dwóch aspektach różne środki zmieniające świadomość, to nagle dowiemy się dlaczego w większości państw nikotyna jest legalna, a marihuana nie . Zrozumiemy, że argument wielu palaczy marihuany mówiący o tym, że nikotyna jest bardziej szkodliwa od pochodnych konopi jest prawdziwy, ale wcale nie świadczy o tym, aby zacząć palić marihuanę, bo takie porównanie czynią oni tylko w aspekcie medycznym, a wtedy faktycznie nikotyna z rakiem płuc, chorobami serca, rozedmą płuc wypada o wiele gorzej. Lecz należy pamiętać jeszcze o aspekcie społecznym, który nie pozostawia na pochodnych konopi suchej nitki. Palenie marihuany nie zabija, lecz zmienia bardzo istotnie jakość życia. Osoby palące ją są o wiele bardziej podatne na różnego rodzaju stresy życia codziennego, bardziej popadają w depresje, trudniej sobie radzą z obowiązkami w pracy, czy w domu, są bardziej pasywne i uskarżają się na brak chęci do działania, zwany przez fachowców zespołem amotywacyjnym. Marihuana nie zabije cię, ale zrobi z ciebie osobę coraz bardziej schodzącą na obrzeża życia, marudera i outsidera. Bardzo ważne jest to, że używanie jakiejkolwiek substancji , mogące doprowadzić do powstania uzależnienia, zawsze najpierw wywołuje dysfunkcje społeczne, a dopiero potem medyczne. Człowiek zawsze najpierw umiera społecznie, a dopiero potem medycznie.

2. Substancje legalne są bardziej bezpieczne. Prawda, czy fałsz?

Dotyczy to głównie alkoholu, nikotyny i leków, bo większość ludzi naiwnie sądzi, że państwo dba o to, aby żyli w zdrowiu, dopuszczając do obrotu środki, które nie mogą im zrobić krzywdy. Dlaczego nikotyna jest traktowana z taką pobłażliwością mimo, że zabija tylu ludzi? Zrozumiemy to analizując ją w aspekcie społecznym. Aspekt medyczny nie pozostawia złudzeń, mało ludzi w to wątpi, że jest zabójcą, lecz niestety nikt się tym nie przejmuje, bo konsekwencje medyczne, zdrowotne pojawiają się w wystarczająco odległym czasie, aby sobie tym dzisiaj nie zaprzątać głowy. Co palaczy obchodzi, że za 10-20 lat zachorują na raka? Nic. Wiara, że z nimi będzie inaczej, jest wielka. Co widzimy w aspekcie społecznym? Palacze nikotyny uczą się, pracują, rozmnażają, kupują nowe telewizory, samochody, oczywiście papierosy też, płacą podatki, ZUS-y, biorą kredyty w banku.

Traktując rzecz ekonomicznie, takie osoby napędzają koniunkturę, są więc przydatne ze społecznego punktu widzenia. To że, wiele z tych osób umrze za kilka lat z powodu palenia nikotyny tak naprawdę obchodzi tylko ich najbliższych, a nie tych którzy czerpią z handlu nikotyną korzyści. Jeszcze w latach 60-ych koncerny nikotynowe ostro protestowały przeciwko podejrzeniom o to, że niewinny dymek może być zabójczy, mimo, że już dawno wiedziano, że jest inaczej. Teraz taktyka jest jeszcze bardziej perfidna. Masz obywatelu na paczce papierosów informację, że możesz zachorować, więc sam świadomie masz dokonać wyboru. Więc dokonuj człowieku świadomego wyboru i nie pal nikotyny, ale nie sądź, że fakt legalności świadczy o mniejszej szkodliwości. Wniosek? Fałsz ewidentny. 3. Możliwe jest zlikwidowanie narkotyków. Prawda, czy fałsz? To słuszne założenie, bo gdyby usunąć z powierzchni ziemi wszystkie narkotyki, to faktycznie problem uzależnień by zniknął. Ta koncepcja ma jednak pewną zasadniczą wadę. Jest mianowicie nierealna, utopijna. Fałsz jakich mało.... Utopia jest jeszcze dodatkowo niebezpieczna, bo daje naiwnym nadzieję na nierealne rozwiązania, a to powoduje, że tracimy czujność i nie działamy tak jak powinniśmy. Koncepcja ta zwana walką z podażą jest chętnie stosowana w wielu krajach z USA na czele. Warto wiedzieć, że wymiana strzykawek w ramach programu zmniejszania szkód "harm reduction" , jest tam nielegalna. Za posiadanie strzykawek idzie się w USA do więzienia. Model zaostrzania prawa również stosuje się od kilku lat w Polsce, sądząc, że zabraniając czegoś ustawą uzyska się oczekiwany efekt. Wystarczy przyjrzeć się temu co zrobiono w USA w latach 30-tych, gdzie na 13 lat wprowadzono prohibicję na alkohol. Efekt jaki uzyskano był daleki od oczekiwanego. Na handlu alkoholem organizacje przestępcze zarobiły miliardy stając się silniejszymi niż kiedykolwiek, a po zniesieniu prohibicji było w Stanach więcej alkoholików niż przed jej wprowadzeniem. Im wcześniej oswoimy się z faktem, że narkotyki były, są i będą, tym lepiej dla nas, bo to pozwoli szukać innych rozwiązań. Absolutnie lepszym pomysłem jest koncentrować się na minimalizacji popytu, a może się to odbywać tylko przez edukację i odpowiednie wychowanie już od szkoły podstawowej. W poczuciu obywateli podsyca się wiarę w siłowe rozwiązanie problemu narkotyków, aby wytłumaczyć sens wydawania tak ogromnych pieniędzy na istnienie struktur zupełnie nie spełniających swoich zadań. W USA największa organizacja rządowa DEA, zwalczająca handlarzy i producentów narkotyków, ma budżet średniej wielkości państwa europejskiego i efekty jakie uzyskuje są absolutnie żadne. Im większe pieniądze idą na walkę z kartelami narkotykowymi tym większe środki angażuje druga strona. Tak było i będzie i nie zmieni tego żadna, choćby najlepsza ustawa. Czy ktoś weźmie narkotyk, czy nie, zawsze zależy od tego jaką decyzję podejmie on sam. Wybór zawsze odbywa się na poziomie osobniczym. 4. Marihuana jest wstępem do brania innych narkotyków. Prawda, czy fałsz?

Nie mam zamiaru bronić marihuany, lecz wskazać głównego winowajcę. Bardzo często słyszy się w trakcie różnych programów profilaktycznych, że palacze marihuany zaraz będą brać heroinę i amfetaminę. Jest to niczym nieuzasadnione kłamstwo mające na celu odwrócić uwagę od prawdziwego winowajcy. Pracując od 11 lat w różnego rodzaju Poradniach dla uzależnionych nie dostrzegłem takiej zależności. Pracując głównie z heroinistami i osobami uzależnionymi od amfetaminy, zauważyłem, że na grupę terapeutyczną, składającą się głównie z palaczy heroiny i używających amfetaminy, często na grupę 10-20 osób, tych, którzy zaczęli swoja edukację narkotykową od marihuany jest zawsze nie więcej niż 50%. Natomiast wszyscy oni, całe 100 % paliło od samych początków, nikotynę. Tak więc, to nikotyna jest wstępem do innych, bardziej szkodliwych narkotyków (czyli szybciej wywołujących problemy medyczne i społeczne niż nikotyna). Nie ma oczywiście zależności, że wszyscy palacze nikotyny będą szukali mocniejszych doznań, lecz ci wszyscy, którzy weszli już w świat obłędu autodestrukcji, prawie w całości znają i palą nikotynę. Symptomatyczne jest, że do tej koncepcji mają zastrzeżenia przeważnie osoby palące. Wystarczy się przyjrzeć sposobowi w jaki się pali nikotynę. Jest prawie identyczny jak sposób palenia marihuany, haszyszu, heroiny, crack'u. Polega po prostu na wdychaniu dymu. Im szybciej zrozumiemy tę zależność tym bardziej możemy stać się skuteczni w ratowaniu ludzkich istnień. Czemu ta teoria jest taka niewygodna, dla wielu osób? Gdyż wiele osób pracujących z młodzieżą, przy programach profilaktycznych, lub w szkołach, czy internatach, po prostu sama pali nikotynę. Osoby palące nikotynę powinny być tak samo traktowane jak ci, którzy mają problem z alkoholem. Należy im pomagać i nie ułatwiać brnięcia w nałóg. Pamiętajmy, że nasze dzieci postępują nie tak jak im każemy, lecz tak jak sami pokazujemy.

5. Straszenie potencjalnych konsumentów, może ich zniechęcić do "brania" narkotyków. Prawda, czy fałsz?

Istnieje konieczność, aby nad tą tezą się zastanowić, gdyż sporo osób sądzi, że jest to założenie słuszne. Najpierw należałoby się bliżej przyjrzeć terminowi "straszenie". Założenie jakie się czyni, to wiara w to, że wywoła się u osoby poddawanej straszeniu, przerażenie lub chociaż obawy o ewentualne negatywne konsekwencje, złych naszym zdaniem, posunięć. Założenie i koncepcja są słuszne, lecz musi być spełniony bezwarunkowo pewien warunek. Osoba zniechęcająca powinna być wiarygodna. Im bardziej będzie nas przekonywał ktoś, kto nie cieszy się zbyt wielkim szacunkiem, czy autorytetem, tym większa szansa, że osoba straszona, jeszcze bardziej się zachęci do zrobienia czegoś, przed czym próbuje ją uchronić ktoś straszący. Przykładem są napisy na paczkach papierosów informujące o wielu chorobach jakie grożą ludziom palącym nikotynę, lub wszelkie kampanie antynarkotykowe, które poza wzrostem społecznej świadomości o istnieniu problemu nie wpływają bezpośrednio na zmniejszenie ilości osób sięgających po narkotyki. Jedynym rozwiązaniem jest mówienie prawdy na temat środków odurzających. Nie wolno w żadnym wypadku manipulować pewnymi argumentami, selektywnie je dobierając na swój użytek, bo w taki sposób na pewno od razu stracimy wiarygodność, a tak czynią teraz zarówno ci, którzy walczą z narkotykami, jak i ci, którzy chcą ich używać. Mając za rozmówców młodych ludzi należy z nimi dyskutować o narkotykach tylko wtedy, jeśli się jest absolutnie pewnym swoich racji i jeśli się ma poczucie kompetencji, najlepiej zweryfikowanych przez osoby profesjonalnie zajmujące się profilaktyką i pracą z narkomanami.Z przerażeniem dowiedziałem się ostatnio, że wymaga się od nauczycieli w różnych szkołach, tworzenia programów profilaktycznych. Odnosząc się z całym szacunkiem do nauczycieli, twierdzę, że przyniesie to więcej szkody niż pożytku. Próbuje się kosztem szkoły, jak najmniejszym nakładem środków, załatwić problem profilaktyki, nie angażując w to specjalistów. Aby kompetentnie traktować problem uzależnień i móc skutecznie edukować w tym zakresie, nie wystarczą dobre chęci i skończone kursy i szkolenia. Do tego niezbędne jest doświadczenie i praktyka zdobyta w pracy z osobami uzależnionymi, najlepiej wieloletnia. Nie wystarczy też znać się na samych środkach odurzających, lecz należy znać też mechanizmy decydujące o powstawaniu uzależnień, tzw. czynniki psychospołeczne, wiedzieć jakie umiejętności należy kształtować, aby zminimalizować niebezpieczeństwo pojawienia się "chęci brania". Ważna jest też sama postawa osoby prowadzącej takie zajęcia. Jej stosunek do życia i do narkotyków. Czy osoba paląca papierosy jest wiarygodna? Czy osoba lubiąca alkohol, jest wiarygodna? Czy osoba agresywna, z wyższością odnosząca się do swoich słuchaczy jest wiarygodna? Czy osoba wyznająca teorię, że " ryby i dzieci, głosują nie mają", jest wiarygodna? Czy osoba nie radząca sobie ze swoim własnym życiem jest wiarygodna? Te pytania, jak i wiele innych bardzo mocno ograniczają grono osób, które mogłyby się zajmować profilaktyką wśród młodzieży. Nie wystarczy być byłym narkomanem, znającym się na ćpaniu, jak również nie wystarczy być świetnym teoretykiem i znawcą psychologii, aby być wiarygodnym dla młodzieży. Nie należy być zbyt pewnym siebie, ale też nie można być zbyt wystraszonym. To wszystko reguluje tzw. "złoty środek". Należy więc wiedzieć, że samo straszenie jest bez sensu, a idąc na zajęcia być też otwartym na to co się słyszy od młodzieży, przekazując wiedzę starać się też uczyć od tych, których chcemy edukować. Nie należy się wstydzić, że się czegoś nie wie, bo tylko będąc naturalnym budujemy swój wizerunek jako osoby wiarygodnej. Wszechwiedzącym młodzi ludzie niezbyt ufają. Dystans do samego siebie i pokora bardzo się przydają w pracy z młodzieżą. 6. Lizaki, cukierki nasączane narkotykami. Prawda, czy fałsz?

Takie rewelacje często słyszymy z mediów. Co jakiś czas widzimy w telewizji lub czytamy w prasie o bezwzględnych dealerach zdobywających nowych konsumentów przez podawanie dzieciom lizaków lub cukierków nasączanych różnymi narkotykami. Zakładając, że takie zdarzenia miały miejsce nie należy z tego czynić reguły, gdyż należy wiedzieć, że osoby zajmujące się narkobiznesem, to nie są ignoranci, czy ludzie mało inteligentni. Często są to ludzie wykształceni, znający realia społeczne i ekonomiczne. Wiedząc o tym, łatwiej nam będzie zrozumieć, że nie muszą się posuwać do tak bezwzględnych sposobów na zdobycie nowych klientów, gdyż są o wiele łatwiejsze patenty na zdobycie klienteli. Nie będę ze zrozumiałych względów opisywał tych sposobów, lecz dodam tylko, że to klienci sami jak na razie szukają dostawców nie mogąc nastarczyć z dystrybucją. Sytuacja, że jest za dużo towaru przytrafia się niezwykle rzadko, a nie przesadzę, że o takiej sytuacji jeszcze przez ostatnie 11 lat jak zajmuję się problemem nie słyszałem. O wiele częściej zdarza się tzw. "posucha". Z zupełnie innych powodów przyjmowanie słodyczy od obcych jest niebezpieczne i należy dzieci przed tym przestrzegać, lecz mówienie o tym w kontekście narkotyków jest zwykłym, omówionym w poprzednim punkcie, nadużyciem. Znam przypadki przyjęcia jakiegoś narkotyku wbrew własnej woli, lecz zawsze był to tzw. wygłup, kiepski żart z kogoś przeważnie znajomego. Pilnowanie swojego drinka, czy piwa na nieznanej imprezie jest ważne z zupełnie innych powodów, o których teraz nie będę pisał. Z takimi działaniami handlujący narkotykami nie mają wiele wspólnego. Wnioski? To prawda, ale nie należy czynić tego argumentu w profilaktyce, bo to zbyt marginalna sprawa. 7. Całkowita nieszkodliwość marihuany. Prawda, czy fałsz?

Oczywiście, że fałsz, czego głównym dowodem jest punkt nr 1. Zastanówmy się jednak, dlaczego marihuana w aspekcie społecznym jest tak przykra dla potencjalnego jej konsumenta. Ci, którzy tak głośno krzyczą o tym, że marihuana jest całkowicie bezpieczna, mają na myśli tylko aspekt medyczny, który faktycznie jest dość łaskawy dla jej konsumentów. Nie umierają na raka krtani, choroby płuc, choroby serca, rozedmę płuc, czy marskość wątroby, lecz w sferze psychicznej i społecznej już nie jest tak różowo. Dlaczego palacze marihuany tracą po pewnym okresie palenia impet do życia i stają się pasywni i zniechęceni do jakikolwiek działań i podatni na "ból istnienia"? (patrz też pkt.1) Decyduje o tym pewna właściwość THC , czyli tetrahydrokanabinolu, czynnika psychoaktywnego zawartego w pochodnych cannabinoli, takich jak marihuana, haszysz, czy olejek haszyszowy. THC nie rozpuszcza się w wodzie, tylko w tłuszczach. Ma to dość istotne znaczenie dla osób palących, gdyż po paleniu, oczyszczanie naszego organizmu z THC nie jest ułatwiane przez wypijane płyny. Można pić wielkie ilości wody, a i tak nie przyśpieszy to procesu metabolizmu. Dowodem na tę tezę jest fakt, że marihuana jest wykrywana przez test na obecność narkotyków w moczu, przez około 2 tygodnie, a nawet w niektórych przypadkach, co jest uzależnione od właściwości osobniczych i stylu palenia, nawet do miesiąca. Przy innych narkotykach mówimy o okresie maksymalnie 5-6 dniowym. To właśnie wspomniana wyżej właściwość THC decyduje o tym fakcie. Aby zrozumieć do końca pewne zależności, trzeba się przyjrzeć budowie mózgu. Marihuana nie uszkadza komórek neuronowych, jak jest w przypadku alkoholu, amfetaminy, LSD, czy innych substancji, ale jednak wpływa na pracę mózgu. Osoba paląca marihuanę systematycznie uzależnia się od niej w sposób psychiczny, gdyż myślenie, zapamiętywanie, kojarzenie staje się po pewnym czasie bez zapalenia jointa bardzo utrudnione. Stąd argument niektórych palaczy, że marihuana rozjaśnia umysł, ale jest to złudzenie. Ciekawe jest to, że niektóre osoby sądzą, że całkowita sprawność intelektualna wraca z momentem zniknięcia THC z moczu. Nic bardziej błędnego. Testy maja pewien próg czułości i można już dawno nie mieć THC w moczu, a nadal mieć problemy z pamięcią i motywacją do działania. Kilka dni temu był u mnie pewien 25 letni młody człowiek, dziwiący się, że nie paląc już 4 miesiące nie może nadal znaleźć sobie miejsca, ciągle traci pracę, nie jest w stanie wznowić studiów. Prawda jest taka, że poczeka jeszcze z rok, zanim z mózgu wydalą się wszystkie złogi THC, nie wykrywane już w moczu, ale nadal oddziaływujące na percepcję. Pozytywne jest jednak to, że w końcu ten zmęczony oparami marihuany mózg, w końcu wróci do normy, lecz trzeba się uzbroić w cierpliwość. Ci bardziej niecierpliwi sięgają znowu po fifkę, lub koją złe emocje w alkoholu. Można temu zapobiec wchodząc w pewien program terapeutyczny, który zapobiega pojawieniu się nawrotów.

8. Czy palić zioło jest wesoło?

Marihuana intensyfikuje pewne bodźce zewnętrzne w momencie trwania stanu upalenia, ale nie jest w tym selektywna i dlatego niektóre osoby po zapaleniu źle się czują, bo łapią tzw. "muła", co jest tylko intensyfikacją bodźców negatywnych płynących albo ze środka umysłu lub z otoczenia tzw. "kiepski klimat, złe fluidy, czy nieodpowiednia załoga". Kiedy ktoś się świetnie czuje i zapali, istnieje prawdopodobieństwo, że poczuje się jeszcze lepiej, lecz należy pamiętać, że to nie dzieje się automatycznie i często po 3-4 godzinach dobrego samopoczucia, przychodzi obniżenie nastroju. Jeśli ktoś zapalił i poczuł się obrzydliwie, to nie dlatego, że z nim cos jest nie tak i, że nie umie palić, tylko dlatego, że tak działa marihuana. Jak się chce palić zioło trzeba się liczyć z pewnym ryzykiem pojawienia się "stanu muła". Pamiętaj, paląc marihuanę powoli zbliżasz do stanu, gdzie "muł" będzie się pojawiał coraz częściej.... Ona cię nie zabije, lecz zrobi z ciebie nieudacznika życiowego, outsidera spychanego coraz bardziej na manowce życia. Prawdziwe życie zawsze przemyka się obok palacza marihuany.

9. Czy palić marihuanę raz w tygodniu to często, czy rzadko? Prawie wszystkie osoby palące marihuanę twierdzą w tym momencie, że to bardzo rzadko. Niestety nie jest to prawda, gdyż raz w tygodniu to często. Dlaczego? Marihuana jest wykrywalna w moczu osoby palącej pierwszy raz nawet do dwóch tygodni. Wynika to z omówionego wcześniej w pkt.3 faktu osadzania się w lipidach. Jeżeli potrzebujemy dwóch tygodni, aby "wysikać" z moczem THC z organizmu, to osoba paląca raz w tygodniu zanim oczyści organizm, już dostarcza nową dostawę THC. Występuje zjawisko zwane kumulowaniem THC. Jego ilość po kilku miesiącach takiego stylu palenia rośnie systematycznie i powoduje coraz wyraźniejsze objawy zespołu amotywacyjnego. Należy też pamiętać, że testy mają pewien próg czułości i nawet jeśli nie wykazują już obecności THC, to ono nadal jest obecne w organizmie, skutecznie uniemożliwiając "jasne myślenie". A co się dzieje z osobami palącymi kilka razy dziennie? Wnioski nasuwają się same i wystarczy się przyjrzeć jak wygląda życie takich osób, aby zrozumieć jak marihuana, przy swojej nieszkodliwości w aspekcie medycznym, rujnuje życie w aspekcie społecznym.

10. Skun jest mieszanką marihuany z innymi "chemicznymi" narkotykami. Prawda, czy fałsz? Znowu w czyjejś głowie pojawiła się koncepcja, że jak będziemy straszyć potencjalnych konsumentów marihuany niecnymi działaniami, nieuczciwych dealerów, to będziemy uprawiać skuteczną profilaktykę. Nic bardziej błędnego. Nawet jeśli zdarzają się przypadki dosypania heroiny, czy amfetaminy do marihuany, to są to absolutne incydenty, nie na skalę handlową. Po pierwsze jest to bezsensowne z ekonomicznego punktu widzenia, bo mieszanie substancji kosztującej 30 zł za gram z substancją kosztującą 160zł za gram i sprzedawanie tej mieszanki za 30 zł jest absurdem. Dealerzy umieją liczyć, ale osoby zajmujące się profilaktyką, chyba nie za dobrze. Ktoś może powiedzieć, że robi się to po to, aby bardziej ludzi uzależnić od szkodliwszych i droższych środków. Taki zabieg nie jest konieczny, gdyż chętni sami szukają mocniejszych doznań i nie trzeba wcale stosować podstępu, aby sprzedawać więcej. Patrz pkt. 5 i 6. Marihuana obecnie sprzedawana to głównie odmiana zwana "skunem". Jest to roślina, uzyskana przez specjalne zabiegi hodowlane. Przez modyfikację genetyczną uzyskano w laboratoriach botanicznych z drzew monoploidalnych, poliploidalne. Główna różnica jest w ilości chromosomów zawartych w genie, co decyduje o mocy "towaru" i różnych innych właściwościach. "Skun" ma kilkakrotnie więcej par chromosomów w genie. Jest to aspekt bardzo korzystny dla handlowców, bo taka odmiana jest o wiele mocniejsza i mniej trzeba zapalić, aby być "zjaranym". Przy tym taki "towar" jest dwukrotnie droższy od słabszego. Poza tym, palenie takiej rośliny o wiele bardziej przyśpiesza pojawienie się różnych niepożądanych objawów, takich jak choćby zespół amotywacyjny. Niektórzy chcąc mieć do palenia nie "skuna", kupują nasiona sądząc, że "skun" to kwestia mieszanek. Należy wiedzieć, że nasiona już są "skunem" i wyrośnie z nich nic innego jak tylko odmiana poliploidalna. Silniejsza, ale i szkodliwsza dla psychiki.

11. Jednorazowe spróbowanie heroiny nie grozi żadnymi konsekwencjami. Prawda, czy fałsz?

Absolutna nieprawda. Ci, którym się tak wydaje są w wielkim błędzie, grożącym bardzo przykrymi konsekwencjami. Mówiąc o heroinie należy pamiętać, że walka z nią jest tak trudna, bo jest to środek dający bardzo wiele przyjemnych doznań. Jak pisze Witkacy w "Narkotykach niemytych duszach", "znika całe zło" i to w przypadku morfiny, słabszej około 10 razy od heroiny. Lecz cena jaką się płaci za kilka chwil euforii jest przerażająca. Heroina jest to narkotyk, który się bierze codziennie, albo wcale. Decydując się na spróbowanie tej substancji, liczyć się należy z tym, że trzeba to będzie robić już do końca życia. Niektórym wydaje się to niemożliwe i koniecznie chcą przekonać siebie i innych, że z nimi będzie inaczej. W tym momencie spotyka ich bardzo przykra niespodzianka. Tracą wolność i po pewnym czasie wszystko co było ważne w ich życiu, aby na końcu stracić już samego siebie. Od tej reguły nie ma żadnego wyjątku. W tym momencie często na spotkaniach z różnymi ludźmi słyszę, że to nieprawda, bo ktoś tam, gdzieś tam próbował kilka razy i teraz jest "czysty". Nic bardziej złudnego. Jak pisze William Burroughs w "Cpunie", heroina uzależnia na poziomie komórkowym. Wchodzi w metabolizm człowieka wbrew naszej woli. Decyzja o spróbowaniu heroiny przypomina świadomy wybór o zarażeniu się wirusem HIV. Z tą tylko różnicą, że mając HIV można kilkanaście lat żyć jak normalny człowiek, pracując, ucząc się, jeżdżąc na wakacje i wycieczki. Będąc zarażonym wirusem heroiny na to wszystko nie ma się czasu, ani ochoty. Heroina zachowuje się jak zazdrosna kochanka lub kochanek . Nie znosi konkurencji. Najpierw eliminuje wszystkie inne narkotyki, aby następnie wyeliminować potrzeby wyższego rzędy, takie jak zainteresowania, hobby, pragnienie rozwoju intelektualnego, potem rozprawia się z przyjaciółmi i znajomymi, którzy nie biorą, bo tacy stają się heroiniście niepotrzebni. Z kolei usuwa szkołę, studia, pracę, bo są stratą czasu. W następnym etapie likwiduje życie emocjonalne i duchowe, gdyż heroinista nie potrzebuje ani miłości, ani seksu. Staje się dosłownie i w przenośni warzywem. Heroina w klasyfikacji ważności potrzeb staje się istotniejsza od jedzenia i picia. Najpierw "działka", a potem reszta spraw. Dlaczego tak mocno ta substancja wnika w strukturę świadomości? Z tego powodu, że nasz mózg produkuje swoją własną heroinę, zwaną endorfinami. Są to tzw. hormony szczęścia, których produkcja zostaje zaburzona, a w konsekwencji całkowicie zaprzestana, w momencie pojawienia się heroiny w organizmie człowieka. Cały problem polega na tym, że w momencie odstawienia opiatów, nie od razu mózg wznawia produkcję endorfin. Trwa to w zależności od wielu czynników takich jak staż brania heroiny, cech osobniczych pacjenta, jak i tego, czy klient stosuje terapię, czy nie, od kilku miesięcy do nawet półtora roku. Kiedy brakuje endorfin, człowiek jest poddany ciągłym wahaniom nastroju i nękany jedną, prześladującą go myślą:"wziąć heroinę....". Obsesyjność tej dręczącej myśli jest dla niektórych nie do zniesienia. Dlatego tak mało osób "wychodzi" z uzależnienia heroinowego. Jest to wartość rzędu 4-5%. W sensie psychicznym heroinę ma się w sobie do końca życia. Znam relacje osób, którym śni się ona po 17 latach nie brania. Są osoby, którym się śni po jednorazowym wzięciu przez kilka lat. Ta substancja to prawdziwe monstrum, z którym nie można wygrać bez pomocy specjalisty. Pomocny w tym jest lek o nazwie Nalorex, którego używanie jest sensowne, tylko wtedy, gdy uczestniczy się również w terapii. Branie Nalorexu to wieloetapowa kuracja wymagająca prowadzenia przez specjalistę. Nie powinno się brać tego leku na własną rękę, bo to strata pieniędzy i czasu. 12. Amfetamina ułatwia naukę. Prawda, czy fałsz? Amfetamina powoduje przyśpieszenie pracy serca, puls staje się niekiedy terkotem, powstaje złudzenie zwiększonej siły fizycznej, ale poprawa percepcji się nie pojawia. Wiele osób opowiada o występującym słowotoku, który niewiele ma wspólnego z erudycją, a przypomina stan, który Jerzy Krzysztoń nazywa w "Obłędzie" "sraczką myślową". Ktoś mający takie doświadczenia z tym środkiem może sądzić, że to tylko jego osobiste wrażenia i inni pewnie odczuwają poprawę percepcji. Wystarczy sprawdzić jak to jest z innymi. Nie każdy ma taką możliwość. W mojej Poradni, do której często trafiają osoby mające poważne problemy z amfetaminą, na pytanie, czy środek ten usprawniał naukę, 99% odpowiada, że absolutnie nie. Pojawia się nad aktywność psycho-ruchowa, ale ona wręcz utrudnia zdolność do koncentracji nad tekstem. Skoro ciężko jest usiedzieć w jednym miejscu, to jak mówić o nauce? Więc skąd się wzięła bzdura na ten temat? Stąd, że amfetamina likwiduje potrzebę snu i to na wiele godzin, nawet kilkadziesiąt. Jak ktoś już może spać po wzięciu amfetaminy powinien natychmiast biec do terapeuty, bo to objaw na całkowite rozregulowanie systemu nerwowego, skąd do psychoz już droga niedaleka, a te są wpisane na długo w życiorys większości miłośników amfetaminy. Sądzą niektórzy, że jak nie będą mogli spać, to na pewno będą mogli zgłębiać w tym czasie wiedzę. I tutaj pojawia się niespodzianka. Zamiast bycia "wykutym na blachę", następnego dnia pojawia się bardzo przykry stan zwany w slangu "zejściem", w głowie większa pustka niż na początku, a na taki stan najlepszym lekarstwem jest kolejna działka, a potem kolejna i jeszcze następna. Ci którym udaje się uczyć po amfetaminie zapewne mogli by to robić z powodzeniem, bez zatruwania się chemią. Paradoksem jest to, że niektórzy nauczyciele, próbujący zniechęcić do brania tego środka, mówiąc, że nic się nie pamięta z tego co się uczyło, utrwalają ten bzdurny mit, bo przecież większość nie uczy się po to, aby pamiętać, ale żeby zaliczyć. Kilka dni temu pojawił się u mnie uczeń szkoły średniej, który mając poważne kłopoty z nauką, postanowił się uczyć biorąc amfetaminę, aby zaliczyć klasówki. Nie za bardzo mu to wychodziło i pomysł spalił na panewce, ale chłopak po 4 miesiącach brania, musiał odtruwać się w szpitalu, bo nie potrafił odstawić amfetaminę. W tej chwili nie uczy się, tylko próbuje wrócić do rzeczywistości uczestnicząc w intensywnej terapii. Amfetamina nie tylko nie ułatwia nauki, ale wręcz ją utrudnia.

13. Czy istnieją bezpieczne narkotyki? Gdy mowa o bezpiecznych narkotykach, pada zwykle przykład marihuany. A ja uważam, że największa szkodliwość marihuany polega na powszechnym przekonaniu o jej nieszkodliwości. W latach 60., kiedy trawka zawierała 2 proc. THC - substancji halucynogennej, działającej na komórki mózgu - być może była "lekkim" środkiem. Współczesne odmiany, produkowane na skalę przemysłową i znane pod nazwą skuna, zawierają 10 proc. tego składnika i uzależniają dużo szybciej. THC pozostaje w korze mózgowej do trzech miesięcy po wypaleniu jednego papierosa. Kumuluje się z następną dawką, odkłada się w tłuszczach i zalega w organizmie bardzo długo. Marihuana nie uzależnia fizycznie, ale sieje spustoszenie w psychice młodych ludzi. Powoduje, że tracą oni motywację, aby cokolwiek zmieniać w swoim życiu, kształcić się czy rozwijać. Daje krótką, złudną przyjemność, ale na dłuższą metę ogłupia. Niestety, bardzo trudno jest to wytłumaczyć kilkunastoletnim dzieciom, które nie zaznały jeszcze żadnych negatywnych skutków brania. Miękkie narkotyki są dziś modne, a osoby, które po nie sięgają, nie są w szkole izolowane. Przeciwnie, cieszą się sympatią. Zazdrości im się luzu. Kiedy chodzę po szkołach, słyszę od dzieci to samo: marihuana nie szkodzi bardziej niż tytoń, jest po to, aby się śmiać, amfetamina po to, aby się uczyć. Opowieści o tym, co te substancje robią z ich wątrobą, sercem i mózgiem, zupełnie do nich nie trafiają.


138 wyświetlenia